lipiec 2007

8. lipca 2007 PPP, czyli Psychologiczna Papka Pierdoł.

Obecnie chwilowo jest mi niezmiernie źle ze sobą. Piszę - chwilowo - bo posiadam równie niezmiernie wielką nadzieję, iż w istocie ten paskudny nastrój jest chwilowy. I mam nieodparte wrażenie, że coś jest mocno nie tak, że coś znalazło się nie na swoim miejscu. Że jakiś psychiczny trybik spersonifikowany jako mały, zielony gnom w różowych majtkach - siedzi nie na swoim krzesełku przy bardzo dużym stole z bardzo dużą ilością krzesełek. Ot, tyle.

Czy mam postrzegać jako nienormalny fakt, iż nagle zachciało mi się pobujać na lampie...? I czy ma jakieś znaczenie to, że jedyna znajdująca się w tym pokoju lampa nie wisi u sufitu, a sterczy ze ściany i wcale nie ma predyspozycji do bujania się? (Czytaj: nie posiada skłonności samo-bujczych...?)

Mam wrażenie, że zgubiłam się gdzieś w swojej własnej głowie. Że nie wiem, kim jestem; nie wiem, co potrafię i czy w ogóle coś potrafię. Mam również wrażenie, że pewna osoba okazuje mi jedynie niechęć i złośliwość. I naprawdę nie miałoby to dla mnie żadnego znaczenia, gdybym chociaż potrafiła podać sobie jakiś sensowny powód, dlaczego tak się dzieje.

Dlaczego - kiedy wreszcie udało mi się zaakceptować samą siebie - przestałam być akceptowana przez innych? Nie - nie czuję się lepsza od nich. Po prostu - nie mam już więcej zamiaru czuć się od nich gorsza. I na tym poprzestańmy.

Czy to boli? To, że już nie można patrzeć na czubek mojej głowy, bo podniosłam się z klęczek? Zobacz. Jesteśmy równi wzrostem. Teraz musisz patrzeć mi w oczy. Czy moje spojrzenie pali aż tak bardzo....?

Wakacje. Albo inaczej: wa-ka-cje! Aż do września. Aż do jednego jedynego ostatniego egzaminu, jaki mi pozostał. Z inżynierii bioprocesowej. 
Jakoś przestałam lubić słowo "wakacje". Za bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem. Z bieganiem po plaży nad jeziorem w czerwonych majtkach w czarne i białe groszki. Ze strachem przed gigantycznymi kółkami na tafli jeziora, który zawsze paraliżował mnie, kiedy próbowałam wejść do wody dalej, niż po kolana. Może byłam wtedy zbyt drobna, by widzieć cokolwiek innego poza tymi żyjącymi, miarowo rosnącymi kołami, które powodowały u mnie zawrót głowy i dziwny dreszcz tuż pod sercem. To dlatego nigdy nie wchodziłam sama głębiej. Sama - nigdy. Nigdy.
Słowo "wakacje" kojarzy mi się także z polną drogą na skraju lasu i łąki albo polaną wśród drzew. Na tej drodze (lub na tej polanie) stał zawsze samochód (albo dwa). W tym samochodzie na przednim siedzeniu chrapał tata. Mama chodziła gdzieś daleko z nosem przy ziemi, poszukując grzybów. A siostra zazwyczaj przebywała gdzieś w pobliżu i najprawdopodobniej kłóciła się z małą Asią o jakąś nieprawdopodobną bzdurę. Nie jestem pewna, jak wyglądały finały owych rytualnych sprzeczek, mam jednak pewne prawo przypuszczać, że kończyło się na obrażeniach w postaci idealnego odwzorowania czyjegoś uzębienia na czyjejś ręce. O.

A teraz spędzam swój wolny czas (nazwijmy tak owe nieszczęsne wa-ka-cje) wpatrzona w ekran monitora, wystukująca białe literki na czarnym tle lub zaniepokojona tym, że mały zielony gnom w różowych majtkach poczuł się wygodnie na innym niż swoje krzesełku. Paranoja.

Chciałabym móc dalej pisać. Powieść. Tą, nad którą pracuję już od lat garści. I to całkiem sporej garści. Ale pisać jakoś nie mogę. I wszystko, co byłoby dla mnie teraz odpowiednio realne, to Twoje ramiona. I Twój głos. Tutaj, obok. Blisko.

A bardzo potrzeba mi realności, bo te zielone gnomy powoli zaczynają mnie wkurzać.

Wiecie, mogę sobie popisać takie absurdalne bzdury, bo was przecież nie ma. Od wieków nikt nie czyta tych wariackich wypocin blondynki z potrzebami do pobujania się na lampie.

A jeśli ktoś to przeczytał - błagam. Niech mi o tym napisze. W tej cholernej, zaśmieconej spamem księdze gości. 

Uprzejmie dziękuję za uwagę.

wyprodukowane przez n a v i e
08 - 07 - 2007 , 22:36 , Tarnów
f     p    r

deviant

skomentuj w księdze gości

 

Jeśli chcesz skomentować któryś z powyższych artykułów, możesz zrobić to w księdze gości.