|
5. kwietnia 2008 Pięciolica Joanna. Posiadam
kilka różnych twarzy. Dla ciebie słodka i niewinna, dla ciebie odważna i
zdecydowana, dla ciebie poirytowana i skwaśniała, dla ciebie zła i
zepsuta. A dla siebie dziwna i niezrozumiała jak żywioły dla dziecka. To, czego się boimy, pociąga nas i
fascynuje. Czy modlicie się do Niego teraz, kiedy nikt was nie uciska? Pomódlcie się za tych, których uciskają. wyprodukowane
przez n a v i e |
|
27. marca 2008 pocałunek Ammany. Parę słów na początek nowej wiosny: No, to jedziemy. Natchniła mnie Ammana, budząc pocałunkiem z odrętwienia, jak te wszystkie drzewa, zielone źdźbła trawy, kwiaty wychylające łebki spod zeszłorocznych liści i bzyczące oszalałe pszczoły, wyprowadzone z równowagi ostatnimi śniegami. Może przy odrobinie szczęścia uda mi się wymieszać moje oba światy w odpowiednich proporcjach i powstanie z tego całkiem dobry eliksir. wyprodukowane
przez n a v i e |
|
3. lutego 2008 "Fizjologia Roślin jest fajna!!!"
Weź się w garść dziewczyno...
Znowu łapię doła sesyjnego, doła
przed-po-biochemicznego, doła antyroślinnego. To nie jest chyba
do końca sprawiedliwe. Teraz będzie mi smutno, i będzie mi przykro, i będzie
mi ogólnie źle przez następny miesiąc pewnie. Powód znam tylko ja.
Tak sobie muszę tutaj zebrać pewne myśli, jak w mojej prywatnej myślodsiewni. Poukładać je sobie, zastanowić się, co-jak-poco-dlaczego. Bo inaczej pęknę, inaczej mnie to rozerwie. A dół inżynieryjno-genetyczny tylko czeka na ten swój wielki moment, kiedy radośnie wyskoczy zza rogu i wrzaśnie: "Ha!"
Tak podsumowując: ogólnie. Ogólnie boję się najbliższych
dni.
I czasem łapię się na myślach, które utwierdzają mnie w przekonaniu, że w głębi siebie i tak jestem egoistką. Przytul mnie. wyprodukowane
przez n a v i e |
|
1. stycznia 2008 "nowy rok, nowe życie" Mnóstwo
kanapek, których nie robiłam, choć przecież miałam to w planach. To
wszystko przez ten zapchany pociąg, który dojechał do celu czterdzieści
minut później, niż powinien. Szczur przyklejony do prętów klatki,
wypatrujący głodnymi, czarnymi oczkami ręki, która poda mu paluszka. Ewentualnie
mógłby być chociaż kawałek sałaty, nie wybrzydzajmy. Dużo słodkich
drinków. Już nawet nie pamiętam smaków ich wszystkich. Wiem jedynie
tyle, że najbardziej przypadły mi do gustu ten pierwszy, który zapoczątkował
dyskusję o różowości kobiecej [szatańskiej] krwi, oraz ten biały,
który Lili smakował jak czekolada miętowa. I jest coś czego żałuję i za co przepraszam, ale mimo tych sygnałów z mojej strony, które mogłyby być źle zinterpretowane, był to najwspanialszy Sylwester w moim życiu. Teraz mogą być już tylko lepsze. W nowy, 2008 rok weszłam szczęśliwa. Wierzę, że szczęśliwa go również opuszczę. wyprodukowane
przez n a v i e |